Rewal - Rewal
Do Rewala mieliśmy w tym roku nie jechać, a w góry, ale ostatecznie daliśmy się przekonać mojej żonie. Oferta ośrodka
Rewal w telegazecie prezentowała się nader kusząco. Było tu naprawdę wspaniale i warto było wydać te pieniądze, których życzyli sobie właściciele za pobyt, byleby tylko właśnie być tutaj. My z żoną i dzieci mieliśmy oddzielne pokoje, więc pełen luz. Pobyt mieliśmy naprawdę zorganizowany niemal co do minuty. Najbardziej mi w Rewalu podobały się nasze rodzinne konkursy w zbieraniu muszelek, kamieni i bursztynu. Przodowniczką była oczywiście moja żona, która nawet śmiała się, że mogłaby zarabiać na życie zbierając jantar. Wie dokładnie, gdzie iść, by znaleźć jakiś skarb wyrzucony przez morze. Jeszcze długo Rewal wszystkim nam będzie się kojarzył z naszym gofrowym obżarstwem. Pochłanialiśmy tony gofrów z bitą śmietaną i borówkami, aż wydawało się w pewnym momencie, że to następna rodzinna konkurencja. Nawet żona nie miała pretensji, że możemy się od tego pochorować. Sama jest przecież łasuchem.

Zobacz podobne: